11.12.1998|
O muzyce, podróżach, polityce i komputerach
Kilka lat temu powiedziałeś mi, że nie przepadasz za muzyką elektroniczna nie wyobrażasz sobie wykorzystania komputerów, syntezatorów w muzyce Perfectu. Czy w dalszym ciągu tak uważasz?
Grzegorz Markowski: Wiem, że to się wszystko zmienia. W tej chwili warsztat pracy muzyka, który może sobie stworzyć muzykę właściwie w pokoju, w domu, nagrać wokal, jest już prawie obowiązujący. Generalnie myślę że żywe instrumenty, żywy kontakt z ludźmi, dają ogromną wiarygodność muzyce. Bo to jest taki akt twórczy w takiej czystej postaci jak prokreacja. Wszystkie te wynalazki ułatwiają oczywiście bycie muzykiem. Trudno brać orkiestrę symfoniczną do reklamówki podpasek, ale jednak muzyka powinna wypływać z czystego instrumentu, czysto brzmiącego. Można oczywiście tworzyć pewną muzykę przy użyciu komputera, ale nie zawsze jest to możliwe. Rock & rolla na przykład nie da się stworzyć w sposób taki pokojowo-sztuczny. Bo trzeba się napalić papierosów, napić alkoholu, musi się spotkać pięciu wariatów i wtedy się wszystko zgadza. .
Myślę jednak, że już niedługo zostaną wydane pierwsze płyty, na których głos wokalisty zostanie zastąpiony przez głos syntetyczny. Taki syntetyczny Carreras czy syntetyczny Markowski.
A seks też taki będzie - przez maskę wirtualną i jakiś tam szperacz albo drżączek?
Tak, a to wszystko na dodatek przez Internet ... .
Nie, nie chciałbym, wiesz. .
Ludzie próbują teraz różnych rzeczy. Oczywiście, że jest to możliwe. Dzisiaj wielką nagrywa się w studio piosenkę, a potem rzuca się to na komputer i okazuje się, że jeśli ktoś śpiewa nieczysto, fałszuje, czyli tego zawodu się nie nauczył do końca dobrze, może być poprawiony myszką. To jest już dla mnie pełna zdrada. .
Ale co zrobisz, jak usłyszysz w radiu wytworzony przez komputery głos Markowskiego?
O Chryste Panie, ja wiem, można mnie jeszcze sklonować za chwilę i powstanie chór złożony z sześciu facetów, o takim samych nosach, włosach. Wiem, że oczywiście jest to możliwe, tylko że głos jest instrumentem niepowtarzalnym. Każdy, tak samo jak ma inne linie papilarne, tak samo ma inny głos. Przez to głos jest instrumentem tak bardzo fascynującym i tak bardzo pięknym .
Uważam, że to niezwykle niebezpieczne, tak jak klonowanie ludzi. Za chwilę może to posłużyć do manipulacji. To tak, jak posiadać sobowtóra. Rzecz bardzo przyjemna i sympatyczna, ale tylko jeśli się jest prezydentem i boi się zamachu. Generalnie jednak - nie. Każdy ma być niepowtarzalny. Podrabianie natury jest dla mnie ingerencją za daleko idącą. .
Niektórzy członkowie Perfectu mają komputery. Rozmawiałem kiedyś na ten temat z Andrzejem Nowickim. .
Tak, Jacek Krzaklewski też.
Czy wykorzystujecie je w jakiś sposób w Waszej twórczości?
Na pewno tak. Każdy z nas przynosi propozycje piosenek. Odbywa się to w taki sposób, że ja przynoszę piosenki nagrane na kasecie magnetofonowej, na amatorskim sprzęcie i one są najsłabsze, trzeba je obrabiać, są nagrane przy gitarze akustycznej. Natomiast Jacek przynosi teraz piosenkę kompletnie gotową. Jest tam już wymyślony bęben, sposób grania, jest aranżacja. I to właśnie przy pomocy komputera i urządzeń, które ma w domu. To jest oczywiście szalenie pomocne. .
Ja ostatnio odkręcałem kran i zamiast go odkręcać, zakręcałem go, w związku z czym musiałem wołać fachowca, który był zdziwiony, że nie wiem, w którą stronę się odkręca. Nie siedziałem za komputerem i jeżeli nie będę musiał, raczej nie usiądę. Potrafię rzucać nożem i siekierą. Natomiast z komputerem gorzej. .
Wystąpiłeś ostatnio na koncercie w filharmonii, w smokingu, razem ze słynnym pianistą muzyki klasycznej - Richardem Claydermanem. Skąd ta przemiana z agresywnego rockmana w grzecznego wokalistę? .
Wszyscy mamy w naturze i agresję, i chęć bycia silnym, ale często jesteśmy w sytuacjach, w których płaczemy, gdzieś tam w zaciszu domowym czy hotelowym. Taka dwoistość w sztuce jest bardzo potrzebna. Raz, że przyjemnie jest zaskakiwać publiczność czymś sympatycznym, czymś innym i troszkę zmieniać swój obraz, a dwa, że jest to bardzo sympatyczna przygoda muzyczna. Rock&roll wymaga siły i takiej mocnej, ostrej dynamiki, którą trzeba przekazać publiczności. Występ w filharmonii był dla mnie wejściem do ogrodu sztuk, do świątyni ludzi pięknie ubranych, eleganckich, troszkę o innych zachowaniach. Na koncercie wszyscy skaczą, zdejmują koszulki. Natomiast tutaj - sympatycznie, chociaż miałem dużo oporów, czy wystąpić i pokazać się w tym zmienionym obrazie wokalisty rockowego, który normalnie polewa publiczność wodą, jest agresywny, dynamiczny, a tutaj coś tak z bocznych drzwi. Ale myślę, że bilans jest raczej dodatni. .
Lubię wspólne występy śpiewaków operowych i muzyków popowych. Czy są szanse na polski odpowiednik koncertu Pavarotti & Friends, np. z panem Karczykowskim czy z panią Toczyską w roli głównej? .
Oczywiście, że jest to możliwe, z tym że my niestety zawsze powielamy niezbyt oryginalne pomysły, które przychodzą z Zachodu. Chciałbym, żeby w naszym wydaniu było to coś bardziej nowatorskiego. Na przykład ostatnio, na benefisie Marka Grechuty, wyszło trzech facetów - Ryszard Rynkowski, Zbyszek Wodecki i ja. śpiewaliśmy piosenkę Marka Grechuty na trzy głosy i było bardzo sympatycznie. Jako jedni z niewielu bisowaliśmy. .
A czy zaśpiewałbyś "Ave Maria" razem z Pavarottim ? .
Tak. Oczywiście trzeba by na to było znaleźć formułę i to by było dość duże wyzwanie, ale te wyzwania są sympatyczne. Ostatnio Hania Banaszak poprosiła mnie, by zaśpiewać, jeśli będę miał czas i możliwości, jej najsłynniejszą chyba piosenkę, sambę "Nie możesz teraz odejść" Jonasza Kofty. Musiałbym ją zaśpiewać trochę inaczej, po męsku, ale to są takie bardzo miłe przygody, bardzo twórcze.
.
Ostatnio śpiewałeś też w duecie z Anną Marią Jopek. .
Tak i to do filmu rysunkowego "Kubuś Puchatek"..
W każdym razie zdecydowanie wolę Cię śpiewającego z akompaniamentem Claydermana czy w duecie z Anną Marią Jopek niż w duecie z Agnieszką Chylińską, dla mnie jedną z największych pomyłek polskiej muzyki XX wieku. Wiem, że lubisz Agnieszkę, więc wykreślę to z wywiadu. .
Nie, każdy ma prawo do własnego osądu. Agnieszka Chylińska jest utalentowaną osobą. Ona też jest głosem pokolenia. Trochę krzyczy, więc wiesz, to jest głos dość chrapliwy, brutalny. Ale i świat jest brutalny i chrapliwy. Zależy, kto czego oczekuje od muzyki. Każdy ma swój własny gust. .
Wasze piosenki zawsze były nośnikiem pewnych idei. W stanie wojennym publiczność śpiewała razem z Tobą "Chcemy być sobą, chcemy bić ". Wyrażałeś w ten sposób sprzeciw wobec stanu wojennego i poparcie dla manifestującej młodzieży. Ty jesteś człowiekiem mającym własne poglądy, wartości, potrafiącym je wyrazić z estrady. Agnieszka Chylińska to dla mnie uosobienie prostactwa i całkowitej bezideowości. Jedyne, co ma do powiedzenia, to "fuck you". A na niej przecież wzorują się młodzi ludzie. .
Tak, tak, na samym początku drogi może tak. Ale zobacz, jak się ci młodzi ludzie przeobrażają. Kasia Nosowska w momencie, kiedy została mamą, przestała być taką trochę drapieżną hippiską. Agnieszka Chylińska dojrzewa jako młoda kobieta. W momencie, kiedy zostanie matką, urodzi dziecko, wszystko jej się przeobrazi. Cały ten bunt, który jest po prostu przypisany dwudziestolatkom, spłynie gdzieś tam sobie z czasem i niewiele z tego buntu zostanie. Agnieszka wyraża swoje obawy w taki sposób, jaki uważa za najbardziej skuteczny, na tyle, że ma wielu fanów. Można się obrazić na disco polo, ale tak generalnie, masa ludzi lubi tego typu melodie i obrażać się na to nie można. Dla mnie takim samym produktem jest połowa pism, które są w kioskach. .
Czy chciałbyś kiedyś zaangażować się w politykę? Znając Twój stosunek do ludzi, życiowy rozsądek, myślę, że miałbyś szanse. .
Nigdy w życiu! Nigdy w życiu! Najbardziej paskudna rzecz, jaka istnieje na świecie! Są jeszcze oczywiście trzęsienia ziemi i tajfuny. Myślę, że bycie politykiem to bycie człowiekiem niewiarygodnym. Cel uświęca środki w tej pracy. W poniedziałek mówi się coś innego, a we wtorek, dla dobra sprawy, coś innego. Ja bym tak nie potrafił. Poza tym byłbym bardzo złym politykiem, bo polityk powinien być człowiekiem opanowanym, ukrywać swoje emocje i próbować się znaleźć w takim układzie ludzi pływających. Tak jak wiesz, jestem bardzo blisko lasu i zachwyca mnie natura, natomiast to obsesyjne trzymanie się stanowisk, tworzenie koterii, podkopywanie nieprzyjaciół, tworzenie różnych insynuacji - to nie moje pole działania, w związku z czym na pewno polityka - nie. Poszukiwacz złota, zaklinacz koni, bardzo proszę, ale na pewno nie polityka. .
Śpiewając w stanie wojennym "Chcemy bić ZOMO" albo "Nie bój się tego Jaruzelskiego" angażowałeś się jednak w politykę. .
Trochę tak, ale polityka w demokratycznym kraju, to jest coś, co nie wymaga specjalnie żadnego aktu odwagi, to jest jakaś taka pokerowa zagrywka, albo bilardowa, gdzie trzeba zachować spokój, rozmiękczyć przeciwnika. Trzeba nauczyć się w czasie negocjacji patrzenia w oczy długo, głęboko, wyciągania wniosków z każdej rozmowy, coś co mnie w ogóle nie pociąga. Natomiast wtedy to był tylko odpór przeciwko chamstwu PZPR, takich jak Świrgoń, takich facetów od kultury, których po prostu nie znosiłem, którzy nas ciemiężyli i psychicznie, i fizycznie. W związku z tym, jakby to nie miało wiele wspólnego z polityką, to był taki biologiczny odpór totalitarnej, chamskiej organizacji - PZPR. .
Byliście dla ówczesnych władz takim wentylem bezpieczeństwa? .
Tak twierdzą. Mówią, że Pietrzak był również wentylem bezpieczeństwa. A ja sądzę, że myśmy nie zajmowali aż tak wysokiej pozycji w ich umysłach i oni się Perfectu specjalnie nie bali. Dawaliśmy poczucie pewności siebie ludziom w osiemdziesiątych latach, kiedy stało ZOMO z pałami. Dawaliśmy jakąś taką solidarność, żeby ludzie do końca nie zgłupieli, żeby wierzyli w siebie, żeby mieli ochotę jeszcze to przetrwać, mieć do tego dystans. Żeby się spotykać w domu, żeby zapalić sobie świeczki w oknie. Natomiast nigdy bym z tego nie odcinał kuponów, nie nazywał się styropianowcem. Nigdy bym nie chciał znaleźć się dzisiaj wśród ludzi polityki. Dla mnie jest to świat absolutnie obcy. .
Jakie masz plany na przyszłość? Kolejna płyta Perfectu? .
Oczywiście 1999 rok to rok szczególny, bo to dwudziestolecie zespołu. Będzie z tej okazji kilkanaście specjalnych koncertów, specjalnie przygotowanych. W styczniu zaczynamy próby do nowego krążka. Mam nadzieję, że płyta gdzieś może w czerwcu, w lipcu ukaże się na rynku. .
Czy dotrzymacie swej obietnicy z roku 1984, że w roku 2000 Perfect da koncert razem z Hołdysem ? .
Na pewno zagramy koncert w 2000 roku i ci, którzy kupili bilety - te słynne cegiełki - oczywiście nas zobaczą. Czy Zbyszek Hołdys będzie miał ochotę, trudno mi powiedzieć. Jest to człowiek szalenie uzdolniony, bardzo sympatyczny, ale bardzo pamiętliwy. Jesteśmy lekko skonfliktowani od lat. Nie wiem, czy charakter pozwoli mu zapomnieć o drobnych swarach, które między nami były. Jeżeli będzie miał ochotę, na pewno wyjdzie na scenę i zagra. O ile wiem, prowadzi biznes, a zostawiwszy gitarę na kilka lat, ciężko potem do niej wrócić, bo to jest jak u sportowca. Parę lat braku treningu powoduje taką lukę, którą potem ciężko przeskoczyć.
Niewielka to chyba strata. Wiele osób słuchając Waszych piosenek, patrząc na Ciebie, sądziło że to Ty jesteś Hołdys. .
Tak, mówią mi do dzisiaj: "Panie Zbyszku, jak Pan zeszczuplał!" .
Dlaczego wciąż nie ma Waszej strony www? Czy to z powodu braku odpowiednio szybkich łącz do obsłużenia wszystkich Waszych fanów ? .
Nie, to nasze zaniedbanie. .
Zaniedbanie? .
Mieliśmy bardzo intensywny rok pracy. Myślę, że to się powinno stać jak najszybciej, bo to rzecz obowiązująca w tej chwili. Na początku przyszłego roku zbierzemy materiały, całą dyskografię i spróbujemy utworzyć stronę w Internecie, bo myślę że na dwudziestolecie zespołu nam się to po prostu należy. O, tak sobie powiem ładnie. .
Wobec tego, na razie przynajmniej opublikujemy ten wywiad i kilka Twoich zdjęć na naszej stronie www. .
Ależ bardzo proszę, oczywiście. .
Czy możesz podać swój adres poczty elektronicznej? .
Poczty elektronicznej oczywiście nie mam. Nie mam nawet telefonu komórkowego i też go nie kupię, bo po sześciu miesiącach odbierania telefonu komórkowego znalazłbym się po prostu wśród wariatów. .
Odnośnie telefonu komórkowego mam bardzo podobne odczucia. Nie lubię tego wynalazku. Poczta elektroniczna pozwala żyć spokojniej. Mam propozycję - utworzymy na naszym serwerze Twoją skrzynkę poczty elektronicznej: Grzegorz.Markowski@datacom.com.pl. Całą przychodzącą korespondencję będziemy Ci niezwłocznie przekazywać. .
Bardzo proszę. Oczywiście, świetnie. .
Ciągle latasz do Stanów. Lubisz podróże? .
Z żoną - tak. Natomiast te wszystkie podróże zawodowe są bardzo męczące. To jest zmiana czasu, spotkanie z Polonią, zagranie koncertu i szybki powrót do kraju. .
Najpiękniejszy zakątek świata, jaki widziałeś? .
Indie. .
Indie? .
Indie. Bardzo piękny kraj i bardzo piękni, zupełnie inni ludzie, o innej kulturze. Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy naprawdę lubią ludzi. Na Zachodzie tego nie widać. .
Co było najbardziej szokujące dla Ciebie w trakcie Twoich podróży? .
Absolutny brak agresji wśród Hindusów. Jedynym krzyczącym człowiekiem w Indiach byłem ja. Jeśli ktoś podnosił głos i był zniecierpliwiony, to tylko ja. Natomiast oni - i ci biedni, i ci bogaci - są pogodzeni ze swoim losem. Wszystko przyjmują ze stoickim spokojem, są fantastyczni, bardzo otwarci. Żyją w konglomeracie ze zwierzątkami: z małpami, z kozami, z psami i tworzą taką mieszaninę radości. .
Czy zapisujesz się na przyszłoroczną wyprawę Piotrka Smirnowa do Kolumbii i Ekwadoru? Zapisali się na nią już chyba wszyscy samobójcy w Warszawie. .
Nie mogę niestety zapisać się na tę wyprawę z prostej przyczyny ... .
Nie jesteś samobójcą... .
Czasami bywam, bo jak śpiewam rock & rolla, to jestem blisko śmierci. Ale mówiąc poważnie, to cały rok jest podporządkowany tylko pracy i jak gdzieś trafiam na jakąś lukę, 10 czy 12 dni, to wtedy próbuję gdzieś wyjechać, najchętniej do ciepłego kraju. Ale praca, niestety, dyktuje tutaj wszystkie wyjazdy i wypady i dni wolne, których jest bardzo niewiele. .
Jakie jest Twoje najskrytsze marzenie? .
Najskrytsze? Mieć za służącą Cindy Crawford. Żeby mi codziennie podawała do łóżka kawę. A mojej żonie kawę z mleczkiem. I kazałbym jej oczywiście nosić bardzo skąpe, krótkie fatałaszki. To takie byłoby z tych marzeń najskrytszych. .
Ulubiona piosenka z repertuaru Perfectu? .
Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że lubię wszystkie ballady, przy których można się wypłakać na scenie, czyli "Niepokonani", "Niewiele Ci mogę dać", "Autobiografia" czy "Nieme kino", utwory które wymagały ode mnie skupienia i oddania całej duszy słuchaczom. .
Denerwują mnie te pytania zadawane Tobie w trakcie wywiadów o ilość żon, kochanek. Może dlatego, że Twoja żona - Krystyna, to moja cicha sympatia. Najbardziej drażni mnie, że media tworzą wizerunek zupełnie innego człowieka, niż jesteś. .
Takie jest zapotrzebowanie. Facet, "rock&rollowiec", w wieku 45 lat, do którego jeszcze lgną kobiety, jeżeli z tego nie korzysta, to pewnie jest niespełna rozumu. Jestem z jedną kobietą 25 lat. Na pewno jestem grzecznym facetem. Świat kusi wieloma wspaniałymi rzeczami. Jest tyle kobiet, tyle dobrych trunków, a wyobraźnia podpowiada różne pomysły. Staram się jednak temu nie ulegać. .
Jakie pytania zadawane podczas wywiadów uważasz za najbardziej niedorzeczne ?
No właśnie na przykład, ile miałem kochanek. Kiedyś powiedziałem, że po pierwszej setce przestałem liczyć. Spytała mnie o to pani z jakiegoś gdańskiego pisma. Dla mnie było to niedorzeczne kompletnie. .
Opublikowała to oczywiście? .
Tak, oczywiście, opublikowała. A jeszcze - narkotyki, co sądzę o narkotykach i tak dalej. Czyli, jakby ten świat muzyki był obrazkiem piekielnym strasznie, tylko szampan, narkotyki, mocne trunki i mnóstwo kobiet. .
Do którego z wokalistów zagranicznych byś siebie porównał? .
Strasznie jest mi bliski Jagger. Rolling Stones mają wiele radości w sobie. Są bardzo bogaci, mają po pięćdziesiąt kilka lat a chce im się grać. Dla mnie jest to fantastyczne, bo wielu artystów odchodzi z prostej przyczyny - po prostu nie chce im się. Natomiast oni kroją swoją muzykę w sposób tak witalny, sympatyczny, no i są to tacy niepoprawni, nieuczesani chłopcy, choć to już dziadkowie. Chciałbym w takiej formie istnieć przez następne 10 lat. .
W czasie Wigilii w rodzinnym gronie grasz i śpiewasz kolędy. Czy doczekamy się kolęd w wykonaniu Perfectu ? .
O tym myślałem oczywiście. Ale widzisz, z kolędami jest sprawa bardzo skomplikowana. Wszyscy wykonawcy - od Mazowsza, poprzez Śląsk, tenorów, sopranistki i piosenkarzy, walą te kolędy na umór w okresie Świąt. Najczęściej są to niedobre wykonania, a przynajmniej przeciętne. W związku z tym, ja bym chciał skomponować czy wziąć udział w nagraniu takiej piosenki jak "Dzień jedyny w roku" Czerwonych Gitar. Stała się ta kolęda prawie klasyką polskiej muzyki i coś takiego mnie nęci. Natomiast zaśpiewanie "Lulajże Jezuniu" na pięćdziesiątą modłę to raczej nie. Mam parę piosenek, które nie nadają się w swojej fakturze dla zespołu Perfect, a może byłyby kolędami. Na to trzeba jeszcze chwilkę poczekać, ale - z przyjemnością. .
Z jaką muzyką chciałbyś znaleźć płytę pod choinką ? .
Z jaką muzyką? Z muzyką organową w dobrym wykonaniu. Kocham ten instrument. Zostało mi to z czasów, kiedy jeszcze byłem ministrantem. Organy to był pierwszy instrument, którego słuchałem na żywo, mogłem go dotknąć i jestem nim zafascynowany do tej pory. .
Co napisałeś w liście do świętego Mikołaja ? .
Żebym nie musiał łykać viagry, żeby to wszystko było naturalne. I żeby mi gardło nie pękło, bo tak, prawdę mówiąc, to za bardzo go nie szanuję. Palę dość dużą ilość papierosów, lubię wychodzić na śnieg na golasa. Cały czas mi się jeszcze wydaje, że mam dwadzieścia lat, a już jest czterdzieści pięć. Generalnie poprosiłem świętego Mikołaja o to żeby móc śpiewać i spełniać ten słodki obowiązek bycia mężem i mężczyzną. .
Tego właśnie Ci życzę, także w imieniu naszych Klientów i Współpracowników.